Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cem jom bez pół, by roz pocałujem w té ustecka rózane, by roz przytuleni ku sobie...
Ale mu odwagi brakło; bo on był taki: pierwszą lepszą dziewką ujął nie pytający, a co mu się podobało, to mu odejmowało moc. I tak przy sobie długo stali; jemu ręce dygotały przy naprawie koła, a jej się włosy niedobrze zaplecione rozsypały koło głowy i po Jaśkowym karku błądziły. Ale co sobie pomyślał: Niek co kce bedzie! Obyrtnem się! — to mu brakło tchu w piersiach, a w sercu odwagi.
Naprawili młyn. Zdawało się Jaśkowi, że Maryna jakoś dziwnie popatrzała na niego, nim wyszła.
— Ej, kiebyś była nie ta! — myślał gryząc wargi — Nie taka pikna, nie taka pysno, nie taka bogato!... Ej, kiebyś była nie ta!...
Ej! żeby była nie ta.... Żeby choć taka piękna, taka pyszna, ale nie taka bogata... Cóż ona przedewszystkiem pomyśli? Że mu te pięćdziesiąt morgów pola, te piąć morgów lasu, te konie, te krowy, te owce, ten młyn więcej jeszcze niż ona sama pachną. I spojrzy na niego tak, że on by tego nie zniósł...
Prawdę mówił stary Stasiów Szymek Tyrała, że té muzyki to jakiesi cołke ine ludzie, że choć som jest dziwtóre i mądre, to jak się juz utrefi głupi, to cały dyabeł — boć przecie każdy, ktoby