Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Grał, mógł grać godzinę, dwie nie odmieniając, a ona słuchała, tylko coraz bledsza była.
A potem mu powiedziała »Dzieńkujem ci« — i poszła. I gdzieś się wtedy tak kryła, że jej nikt wypatrzeć niemógł.
— Ej Jasiu! Nie wygros ty se Marysi! — mówiły mu dziewki.
— To wolem jéj grać hoć tak, jako was ściskać — on odpowiadał.
— Ej Jasiu! Skoda cię!
— A hoćbyk umar lo niéj, nie skoda.
— Nie twoje przeznacenie ś niom.
— Ale jest Przemienienie Pańskie cudowne na niebie.
A potem kiedy poszedł, kiedy się cisnął gdzie pod smreka, twarzą ku ziemi... Przecie aż żal było chłopa!...
Stary juhas, Stasiów Szymek Tyrała, chłop mądry, bo i kapralem u cesarki Tereski przy dragonach był, raz tak powiada, kiedy tak na tego Jaska Muzykę pod smrekiem leżącego patrzy: Té muzyki to jakiesi cołke ine ludzie. Som jest dziwtóre mądre, ale mało, a jak się juz utrefi głupi, to cały dyabeł!
Był u nas w reimencie w trzeciej śkadronie trompeter, fajny hłop, Cek, jakosi się tak cudnie nazywoł, Niedopil, cy jako? A na imię mu było Karol.