Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ba haw przy wos ostanem. Pockojciez — gazdy. A tu mi Łuscykowie Jaskrawi, nieboscyk Józek, co go za pośrednie ziobro w Mikułasie powiesili, i nieboscyk Stasek po głowie tańcujom. Hej! Przewiedliście mie wy bez rozumy, synkowie, wy dwa starsiejsi, kiek wos cęściował! Weznem pilno hubkę, krzesiwo — podpoliłek. Zagorzało w ocymieniu!
Odwrócił się od drzwi ku dolinom i wyciągnął rękę.
— Gazdy! Dziady! Wygnaliście mie, hańbis nos, padajom, ty stary złodzieju, ty zbóju! Synkowie! Pomsta na wos, co jo się poniewirać musem! Pomsta! Teroz bedziecie głode mrzyć — gazdy dziadowskie! Pogorzelcy!
I trząsł suchą, wyschniętą ręką w stronę wsi, a oczy mu świeciły straszno i wązkie podłużne wargi drżały.
Tymczasem zaś Kamiński sznurował kyrpce i mruczał: Sytko dobrze, krzesny ojce, ino cobyście byli syćkiej gorzołki wcora nie wypili. Nie ostało nic...


∗                    ∗

Już się potem chałupie wzięło ku końcu.
Poczęto lasy popod Koszystą ciąć, pastwiska wyrabiać, szopy budować w pobliżu.
Opustoszała chałupa zbójecka, nienaprawiał jej