Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gdyś chodzili. Umiał on do swojej późnej starości przedziwnie toporkiem rzucać, tak, że tę gałąź odciął, którą chciał, i tylko mu jeden nieboszczyk Horny Kośla w swoim czasie mógł w tej sztuce sprostać.
Zostawili mu ojcowie niejaki majątek w roli i statku, co się w lecie na hali Waksmundzkiej, a jesienią na polanach koło Toporowych stawków pasał, on go zaś przyczynił, ale głupio zrobił, bo dzieciom, gdy dorosły, wszystko rozdał, a złe dzieci, miasto go chować, jak przyrzekały, wygnały go z domu. Tułał się więc i najwięcej zbójników dzierżył, bo choć stary był i siły już wielkiej nie posiadał, mógł z młodymi w zawody drogi odbywać, a nawet biec, i ogromne miał doświadczenie w kradzieży, którego od wczesna i w długiem życiu nabył.
— Mnie nie było ośmnast rokók — mawiał — kiek juz poza bucki ku dobrym chłopcom skocył, tak mię matura ku temu ciągła. Otukno mi tak było doma siedzieć, kiek słisał kogo na zbój iść, co raty! Był przy Stawak Gąsienicowyk baca, Jano Byrcorz, co proci Maćka Gąsienicy w Zokopanym siadowoł, ś nimek pirsy roz poseł. Tén nijakiej broni ku sobie nigda niebroł, ino sękowiec, ale kie się ozpajedził — hej! moi ludkowie! wykopyrtneno się ta kiela śumnyk suhajók od nieho.