Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pod starym smrekiem pogrzebli, a Jaś, który do szkoły w Nowym Targu chodził, korę z drzewa odłupał i następujący napis na tym nagrobku wyrył:

Ha w spocywo
małe dziecko niekrzcone
umarło od mrozu i ze mace mlika
w piersi brakło
nie karz go Boże piekłem
bo ci przecie nic niewinowate
Amen.

Długo ten smrek z tym napisem stał, aż go piorun roztrzaskał. Różnie z tego wróżyli ci, co świadomi byli: jedni, że Bóg chciał dać poznać, że prośbę przyjął i, choć niechrzczone, dziecko do do nieba wziął; drudzy, że chciał pokazać, iż tak w ogniu piekielnym gorze, jak ten smrek zgorzał od piorunu.
— Bóg jako Bóg — mówiła stara Gadejka, ich stryjna — taki je, jako oreł po niebie. Wtoz wi, ka zamyśli? Nie przeciwi mu się hmura, ani dysc. Ka fce: poleci. Taki tyz i Pon Bóg — ślebodny.
Tam w zbójeckiej chałupie, Wojtek Samek z Zakopanego, zacięty strzelec na niedźwiedzie, zwany »Widowacem«, bo mu się przedziwne rzeczy i jakich nikomu drugiemu widzieć się nie zdarzało,