Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu. T. 1.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


czonych koniach wieziono beczułki z winem i z piwem i cała puszcza odwieczna napełniła się gwarem, któremu wtórowało dalekie wycie niespokojnych wilków. Zośka wysypała na wesele talarów kotlik. Grzmiały pistolety i strzelby, zapalono watrę, której ogień bił pod same wiérchowce smreków, a łuną spłynął, jak pożar. Ale Kubie pękły ku ranu trzy żebra dolne, jedno z prawej, dwa z lewej strony, i tam, gdy go dla bólu wielkiego i bezdroża zawieść do rodzinnych Kościelisk na Molkówki nie było można, do trzeciego dnia skończył.
Pochowano go w lesie i postawiono mu krzyż, a długo słynęło przysłowie: Wzion się, jak Kuba Pitoniów ku Zośce Mocarnej.
Ona zaś żałowała go bardzo i mówiła, że nic nie była winna, że się z nim chciała obejść jak najostrożniej, ale ją na malućką kwilecką dojeno — i mos...
Tam też w zbójeckiej chałupie kryło się przed krzykiem i klątwą ludzką nieszczęsne rodzeństwo, Jaś i Teresia Słodyczkowie z Zubsuchego, ona lat siedmnastu, on dwudziestu, którzy się wbrew Boskim prawom i człowieczym instynktom zakochali w sobie i uciec z rodzinnej wsi i z domu macierzystego musieli. Tam maleńką dziecinę, zgasłą od zimna i głodu, gdy sami nim przymierali,