Strona:PL Kazimierz Gliński - Bajki (1912).djvu/172

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    lecz tylko już na patelni przepalone masło skwierczało, a w garnku sama woda bulgotała.
    — Psia słuzba taka! — mruknęła, rozbijając garnek a patelnię w rów przez okno ciskając. Zabrała manatki swoje i do Warszawy na służbę poszła.
    Kuba pozostał sam.
    Łeb miał rozbity, siniaki pod oczyma, szum w uszach, szczególnie w tem, które bliższą znajomość z warząchwią Kaśki zabrało. Głodny był, jak pies, a tu o Kaśce ni widu, ni słychu.
    — Poszła szelma! — mruknął strapiony. — Ale dobrze, że poszła — dodał po chwili. — Sam sobie warzyć będę i sam sobie miesięczną pensyę wypłacać.
    Rozpalił ogień, rondle i garnki przygotował; wziął klucze i udał się do piwnicy po warzywa.
    Co za bies?...
    Wszystko w niej jest, jak było. Beczki, wypełnione grochem, stoją, ziemniaki kupami leżą na podłodze, jeno mienią się, błyszczą, cudne, przecudne dla oka, ale Kuba chce jeść, a pragnienie go pali, że ledwie wytrzymać może. Porwał więc za konew z wodą i do ust pochylił.
    — Brrr!... — Nie woda do gardła mu się leje, lecz kryształ gęsty, lepki, niesmaczny. Z grochu — perły; z jagieł — bursztyny; z karczochów — rubiny... To śliczne, bardzo śliczne, ale on chce jeść, jeść! z głodu kiszki mu się skręcają, a tu w jego piwnicy tylko perły, brylanty i złoto!...
    Strach go ogarnął.
    Wyleciał na dwór, na rynek targowy pobiegł do bab, sprzedających warzywa, nie sprzecza się, płaci, ile chcą.
    Zgroza!... Kupione dynie w banie złota się przemieniają; kury — w marmurowe rzeźby; połcie słoniny — w piankę morską; chleb — w bronz o patynie zielonej.