Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

giego upominał[1]: „Podnośmy upadek ludu naszego, a walczymy o lud nasz i o kościół nasz.“ I wszyscy bracia oni, na bitwach pozabijani, sobie śmierć a ludowi swemu i rzeczypospolitej wolność i wybawienie od tyranów przynieśli. Nad których śmiercią płakali, mówiąc[2]: „Jakoś polegli mocarze, którzy wybawiali lud izraelski?“ Żadna ich korzyść do tego nie wiodła i męstwa im onego nie czyniła, jedno miłość ku uciśnionej braciej i ku ojczyźnie i sławie ludu swego.

A nie tylo mężowie, ale i niewiasty słabej płci, tę cnotę chęci ku dobru pospolitemu mając, rady i zdrowia swego odstępywały. Wspominam sobie córkę one Jeftego, której ociec Jefte, gdy się z wojny z wielkiem zwycięstwem wracał, na przeciw jemu z swemi rówienniczkami panienkami z bębny i z tańcy wyszła. A ociec, za głowę się jąwszy, do niej rzekł[3]: „Oszukałaś mię i sama siebie, namilsza córko! ślubiłem Panu Bogu, jeśli mi da zwycięstwo, cokolwiek pierwszego wynidzie z domu mego, abych to Panu Bogu ofiarował i zabił.“ A ona się na to nic nie przelększy rzekła: „Gdyż ci Pan Bóg dał zwycięstwo, a takeś Panu Bogu obiecał, uczyń ze mną, coś obiecał.“ Ale namilsza córko, — śmierć sroga tobie, panience młodej? Aleś jest jedynaczka u ojca twego?

  1. 1. Mach. 4.
  2. 1. Mach. 9.
  3. Judaic. 11.