Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

prawom Boskim i ludzkim i koronnym i przeciw rozumowi, przyrodzonemu i cnotom chrześcijańskim, indziej się mówiło. Nie daj Boże, aby się który wierny i katolik najdował, któryby jej najmniejszą pomoc dawać, a tak ciężko Pana Boga gniewać i ojczyznę swoje zarażać takiem prawem i gubić miał wolą.
Są jeszcze i inne niesprawiedliwe prawa w statutach i konstytucyach waszych, które ktoby mądry i umiejętny a w prawach Bożych, kościelnych i cesarskich biegły, przebieżał, wieleby tam nieprawości nalazł, któremi się sprawiedliwość ściska i zabija. I owoć niedobre prawo, które poimać nawiętszego złoczyńcę nie każe, by i ojczyznę zdradził i majestat królewski obraził i sto głów zabił i domy wyłupił i najechawszy nazabijał, ile chciał. Nie poimaj go, aż się z nim prawo przetoczy, po kilkunaście i 30 abo 40 lat, tylo na sejmie, na którym ledwie pięć abo sześć abo co mało spraw osądzicie, mając jeszcze inne tak złe prawo aby zwyczaj, iż okrom sejmu, na którym jest co innego czynić, na którym swarząc się czas trawicie, sądzić się takich złoczyńców nie godzi. O nieszczęsne prawo, które wszytkę sprawiedliwość gubi, a przeklęctwo na to królestwo wlewa!
Dotknąćby i onego złego prawa, którem kmiecie i wolne ludki, Polaki i wierne chrześcijany, poddane ubogie, niewolnikami czynią,