Strona:PL Kazania sejmowe (1924).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Jakoż rzplta na takiem wojsku chramać niema? Jako się poganom odejmie, gdyż oni już spoganieli i sturczeli, Boga w Trójcy jedynego i bóstwo Syna jego i kościół ś. jego bluźniąc i chwałę Boską psując? Na takie Turcy już wielkie serce mają i o pewnem zwycięstwie nad luterany, jako słyszym, sobie tuszą.
Wielkie też jest szczęście rzpltej, gdyż ma ludzie cnotliwe i bogobojne i karne i do tego je przyprawować swojem staraniem i żwyczajmi i nauką może. Bo gdzie ludzie mają bojaźń Bożą i cnoty pobożności i sprawiedliwości, tam rząd dobry i zacny, tam Pan Bóg błogosławi i ono królestwo zatrzymawa i rozmnaża, jako mówi pismo[1]: „Sprawiedliwość wynosi naród, a mizerne ludzie grzech czyni.“ Katolicka nauka i wiara bogobojność i cnoty z niej idące miedzy ludźmi szczepi, a herytyctwo i nauka ich barzo cnoty suszy i korzeń im podcina, o czem się w innych kazaniach już pisało.

Trudno tam cnota kwitnąć ma, gdzie nauczają, iż samą wiarą bez dobrych uczynków zbawion być każdy może, gdzie mówią, iż człowiek wolnej wolej nie ma, ale to zmuszony czyni, co Bóg chce i co w nim sam czyni i sprawuje. Nie mogą tam sprawiedliwość, miłosierdzie, powściągliwość, odpuszczenie krzywdy,

  1. Prov. 14.