Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zadumał się na to małżonek,
Omal nie umarł z zdziwienia:
„A cóż to“ — tak krzyknie — „ma znaczyć,
Czy to się świat już przemienia?!“

„A juści, że się odmienia“ —
Odpowiem i świeże butelki
Każę postawić na stole,
„Niech się raduje człek wszelki!“

I spojrzę jednemu z nich w oczy,
Że aż go przeszły ciarki.
Zerwał się chłop mój, w stół huknął,
Aż szklane zabrzękły miarki.

„Ha“, — krzyknę — „ma chłop swoje prawa,
Ma swoje prawa niewiasta
I ona się szastać nie będzie,
Skoro się mąż jej nie szasta“.

Okrutnie się zasumował
I nie mógł już patrzeć na to,
Ażeby pijała żona,
Harował zimę i lato.

Zaś każdą swobodną chwilę, —
Niech Pan Bóg nad duszą mu świeci, —
Przepędzał nie w karczmie, lecz w domu
U swojej żony i dzieci.

I wiecie, taka przemiana
Wyszła nam wszystkim na zdrowie:
Gdzie tylko spojrzeć, naokół
Gazdują nasi synowie.