Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.

Kochana pani Pawłowa —
Któż jeszcze jej nie pamięta?
I owszem, toć przecie wciąż żyje
I chowa swoje wnuczęta.

Nieraz, bywało, raniutko
Przynosi mi kawę w garnuszku
I, z białą serwetą w ręku,
Siada na mojem łóżku.

Spojrzy mi w oczy i potem
W głos się serdecznie zaśmieje:
„Nie śpijcie, a jeno słuchajcie,
Jakie też były tu dzieje.

Mój świętej pamięci małżonek, —
Niech Pan Bóg nad duszą mu świeci, —
Nie wiedział za młodych swych latek,
Co to są żona i dzieci.

Co mógł, to zanosił do karczmy.
Siadywał śród takich osób,
Jak on, i co mógł, to przepijał,
Aż ja się wzięłam na sposób.

Przyszłam po rozum do głowy —
Jest rozum u zwykłej chłopki —
I sama zanoszę do karczmy
Wszystkie codzienne zarobki.