Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 04.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dne, * Świętych oczu Twych niegodne ! * Twój Majestat nieskończony, * Przed którym klękają trony, * Obraziłem.

Nie śmiem oczu podnieść z publikanem, * Ale sprawa z bardzo dobrym Panem, * Skoro w oczach łzy zobaczy, * Wszystko mi darować raczy; * Lecz stąd w sercu większa rana, * Żem tak łaskawego Pana * Śmiał obrazić.

Kto da oczom łez obfite rzeki, * Trzeba bowiem płakać całe wieki, * Żem wiecznego Boga mego, * Za moment czegoś marnego, * Ja grzesznik zapamiętały, * Pana wiekuistej chwały * Śmiał znieważyć.

Nędzny prochu! na coś się odważył, * Stwórcę swego haniebnie znieważył, * Wieszli, co jest grzech przeklęty? * Słuchaj, co rzekł Paweł święty: * Każde przestępstwo mandatu * Jest zniewagą Majestatu * Najwyższego.

Bym był zepchnion na bezdno piekielne * I tam gorzał za grzechy śmiertelne, * Całą wieczność gorząc srodze, * Już tej krzywdy nie nagrodzę, * Chyba, że mi sam daruje, * Na wieki nie powetuje * Tej zniewagi.

O! nad wieczność i ogień piekielny, * Straszliwszyś mi jest grzechu śmiertelny; * Zadość Tobie nie uczynię, * W owej ognistej dolinie, * Chyba dla Krwi Syna Swego, * Odpuści dług grzechu mego * Bóg łaskawy.

Jakoż ufam, że mój grzech wyznany, * Przez najświętsze, Jezu, Twoje rany, * Zgładzisz z dobroci