Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 03.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nił wtenczas, gdy Adam zawinił, * O! miłość w Dziecinie, za ród ludzki ginie.

Bóg człowiek się wielkim humanistą staje, * Sam Słowem Przedwiecznem za parol się daje: * W Słowie sławę ludziom wraca, gdy się Boskie Słowo skraca: * Miłość niesłychana, niepraktykowana.

Człowiek co na sobie złą miał imposturę, * Gdy Syn Boski ludzką wziął na się naturę, * Bóg człowiekiem, a człek Bogiem stał się, który złym nałogiem * Przedtem niepodobny, był teraz ozdobny.

Co za serca trzeba tu na zawdzięczenie * Miłości takowej, zważ samo stworzenie: * Dziwują się Aniołowie, że Bóg synem Boskim zowie * Nędznego człowieka i z niebem go czeka.

Więc Jezu kochany z tem się protestuję, * Że Ciebie nad wszystko serdecznie miłuję: * W Tobie żyć chcę i umierać, * przyjaźni nie chcę zabierać * Z tym przewrotnym światem, bo jest duszy katem.

Pieluszkami Twemi siebie przywięzuję * Do usług Twych Boskich serce me krępuję: * Ciebie tylko chcę miłować, wszystkie siły ofiarować * Chcę na Twe usługi, przez bieg życia długi.