Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 03.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ły, * Jest na firmamencie, nie na pawimencie, * Nie ten żłób zbutwiały.

Liczne, śliczne Świętych orszaki * Gdzie są? bo Twój majestat taki: * Wół ten ni to mistyczny, ni apokaliptyczny, * Sam Ci asystuje, z osłem paraduje, * Innych tu potrzeba asystentów z nieba, * O Baranku śliczny!

Wstępuje dziś Bóg w znak Baranka, * Więc Go kontentuje garść sianka: * I w szopie zamieszkuje, Pastuszków przywołuje. * Stał się uniżonym, byś był wywyższonym, * Stał się kreaturą, zważ ludzka naturo, * Ten afekt kochanka.

Złote runo Bóstwa Swojego, * Przykrył szatą ciała ludzkiego: * Na śmierć się ofiarował, by Swą śmiercią skasował, * Wyrok ogłoszony i już potwierdzony, * Do księgi mistycznej, apokaliptycznej, * Wiecznie zaciągniony.

Baranek tę księgę otworzył, * Niebo, ziemię, piekło zatrwożył: * Zgrzytnęło piekło na to, co Mu dasz świecie za to? * Korony składają, na twarz upadają * Nieba koronaci; a indygenaci * W szopie Mu oddają.

Na tryumf, na hołdy potrzeba * Powziąść mody od Świętych z nieba: * Więc wszyscy upadajmy, zamiast koron składajmy * Serca, śluby; Boże przyjmij, co kto może, * Przyjmij od nas wielu, ten hołd Zbawicielu, * Daj, niech Cię kochamy.





PIEŚŃ  14.


A witajże Jezu z Panny narodzony; * Czemuś tak ubogo na sian-