Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rach, kiedy całą * Nockę śnieg popruszy.
(Po skończonej kolędzie klęcząc jeszcze przez chwilę Prokop, Marta, Wałek i Żebrak, oglądając się coraz na Matkę Boską. Ta obejrzała się na nich także parę razy, wreszcie chwyta w dłoń złoto od królów ofiarowane i mówi do Żebraczki):
Szczerze powiedz mi dziecię! * Tyś jałmużnę swą całą * Ubogiemu oddało?

ŻEBRACZKA.

Całą.

MARYA.

Widzę, od głodu * Mdlejesz, nim król ze Wschodu * Do zamku cię zawiedzie, * Nie wytrwałabyś w biedzie.

ŻEBRAK (przerywa):

To ja zwrócę połowę.

MARYA (do żebraka):

Ach! spokojną miej głowę; * Żeś wziął wszystko, nie szkodzi, * O naukę tu chodzi.

(Do żebraczki):

Za wzór, któż ci mógł służyć, * Żeby oczy zamrużyć * Tak ze szczętem na siebie, * Gdy jest bliźni w potrzebie?

ŻEBRACZKA.

Za wzór Jezus mi służy * Na Swe Bóstwo wzrok mruży, * Całego się zrzekł nieba, * Gdy Go biednym potrzeba.

(Marya złoto ofiarowane przez królów Dziecięciu kładzie w rączkę, a z tej rączki przekłada dopiero w rękę żebraczki i mówi):

Uczennicy Swej drogiej * Nauczyciel ubogi * Daje dłońmi własnemi * Wszystko, co ma na ziemi, *