Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


poprawię; * Szumieć będą śluzy, * I to mi nie służy.
Utopię w jeziorze, * I to nie pomoże; * Słowiczek zanuci, * Serce się zasmuci.
Ale cię utopię * We szczęścia potopie, * Co się w Bogu mieści * Bez kropli boleści.
Jednej tylko trzeba * Rzeczy: niech ten z nieba * Bóg na ziemię znijdzie... * Na koniec ci przyjdzie.

(Po skończeniu piosnki, ze łkaniem, te jeszcze kilka słów dorzuciła):

Po ojczystych dąbrowach * Po miedzach i parowach * Tę piosnkę śpiewałam, * A płakałam, płakałam!

(Ociera łzy).
MARYA (sama do siebie):

Ma coś jeszcze w pamięci, * Ale z pod tej pieczęci, * Co uciska jej duszę, * I to dobyć już muszę.

(Do żebraczki):

Płaczesz znowu tak rzewnie... * Tobie żal jest zapewnie * Każdej piędzi tej ziemi, * Coś ją łzami takiemi * Napoiła do syta?

ŻEBRACZKA (sama do siebie):

Boże! o to mnie pyta, * Co na myśli mam właśnie.

MARYA (mówi dalej):

W tej pamięci nie gaśnie * Widok łanów ojczystych, * Gajów i strug przejrzystych, * Skąd cię ludzie wygnali, * Gdy, jak mówisz, sięgali * Po ostatni kęs chleba?

ŻEBRACZKA.

Ach! mnie żal jest jak nieba, * Tego ojców mych gniazda; * Nie