Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tak jasno się gwiazda * Pali w ciemnem sklepieniu, * Jak mnie w gorzkiem strapieniu * Przeszłość moja się świeci. * Pierwszy, drugi i trzeci * Zagon w naszem ogrodzie, * Woda... kładka na wodzie, * Wszystkie płoty, przełazki, * Jak na płótnie obrazki, * Leżą w sercu mem lube. * Rośnie drzewo tam grube * Z rozłożystą koroną, * Przy niem róże tuż płoną; * Dalej sznury powoju * Cudnie parę grzęd stroją; * Dalej rosną lilie * Bielusieńkie jak czyje * Myśli czyste, niewinne... * Tam się serce dziecinne * Radowało... tam wszystko * (Liszka nawet na listku) * Było ze mną w przyjaźni. * Wiosną, ledwie wyraźniej * Wychyliła się zmroku * Okolica, a w oku * Wielkie góry stanęły, * A nad niemi błysnęły * Purpurowe sukienki, * Najśliczniejszej jutrzenki. * Rada pod to szłam drzewo, * Wśród podskoków i śpiewu: * Szumiał mi liść zielony... * Za blask nawet korony * I za pereł zbiór mnogi * Nie oddałabym błogiej, * Przy tym szumie zabawy. * Nieraz matka mi strawy * Łyżkę aż tam przyniosła. * Od radości ja rosłam, * Gdy mówiła mi: dziecię! * Mesyasza przybycie * Niedalekie jest pono. * Zaczęło mi bić łono, * Rwałam w grządek kwiatuszki, * Wiłam śliczne wianuszki * Jezusowi na skronie. * A byłam jak na tronie * Pomyślności ja wtedy, * Że w sieroctwie wśród biedy * Mesyasz mnie zastanie, * Któż mógł przeczuć?...

(Ociera łzy, Matka Boska przerwa jej mowę):