Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mienna twa trumna otwarta; * Do pysznych pałaców lud wstąpić się boi. * I trupa sinego lęka się jak czarta. * Pójdź żaden cię puklerz obronić nie zdoła, * W obłokach straszliwa grzmi tuba Anioła.

Śmierć wyciąga króla.
Śpiew pogrzebny.

Dies irae, dies illa.

Chłopiec wysuwa figurkę GRÓBARZA.

Cóż ja to słyszę, ktoś umarł, słyszałem śpiewy pogrzebne.

(Podnosi łopatę, a trzymając na ramieniu,
śpiewa na nutę dumki):

Kopże kop luba łopato, która mnie żywisz, odziewasz, * Nie jedno już zeszło lato, jak ludzi ziemią pokrywasz. * Zarówno do mnie przychodzi tak żebrak jak bogaci; * Kto tylko na świat się rodzi, każdy mi swój zgon opłaci.
Oto te zbutwiałe kości, zwały się potężnym panem; * Nie znały w życiu ludzkości, gardziły uboższym stanem. * Te żebra i te łopatki, które tu sterczą wśród błota, * Są lichej dumy ostatki, która błyszczała od złota.
Ta czaszka z oprzałym włosem przed kilku ledwie latami * Władała sercem i losem, gdzie się zwróciła oczami. * Było to piękności bóstwo, wdzięczne jak róży kwiat świeży, * Wzdychało do niej mnóstwo serc najprzystojniejszej młodzieży.
To ramię spruchniałe i czarne, i ta tu goleń strzaskana, * O jakże szczątki są marne owego władcy hetmana! * Który wiódł krocie na ja-