Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tki, wsie, miasta palił dla sławy, * Sieroty, wdowy i matki, pomstują jego miecz krwawy.
Ten kości spruchniały snopek, który się teraz dobywa, * Był w życiu ubogi chłopek, dziś wraz z hetmanem spoczywa. * Otóż i ręka kapłana, która wspierała sieroty, * Wielbi ją ludzkość stroskana, klęknijmy na widok cnoty.

(Odchodzi).

Chłopiec wysuwa figurkę FILOZOFA.

FILOZOF (do klęczących pasterzy).

No cóż i gdzie cuda? tylko siano i buda! * Znam od deski do deski wszystkie księgi mądrości, * O biegu ciał niebieskich, o wszech rzeczy własności, * I każdy gas i kwas. * Wszelki natury twór, ziemię, pokłady gór, * Przestrzeń i czas.
Wierzajcie mi pasterze, tu nic niema przed wami, * Oto litość mnie bierze, że się łudzicie sami. * Tak wynędzniony lud, * Oczy sine, zapadłe, usta z głodu pobladłe, * Te widma sprawią głód, * Widać nerwy zdraźnione.
I wyobraźnia w ruchu, toż nam księgi o duchu, * W których są oznaczone * Wszelkie funkcye organów, więc się ludu zastanów, * Do równowagi wróć, * Te początki waryacyi, widma imaginacyi, * Te objawienia rzuć.
Niech rozumu potęga, filozofii mej księga, * Błąd rozprasza ludowy, biedneż bo wasze głowy. * Bracia! słuchaj mnie ludu, dosyć nędzy i trudu,* Powiemć kto wam był wrogiem: * Ten co mówił: w niebie