Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drgały pod nożem, mordowałem was bydło, * Czyli gdzie nad krwi morzem nie wyjdzie to straszydło. * I nie zszedłem się z wrogiem, wierzcie we mnie, ja Bogiem. * Albo biada wam biada! kto nie wierzy, niech pada.

Chłopiec wysuwa ŚMIERĆ z kosą.

I cóż tak spiesznego, chcesz tańczyć? no spiesz, * Potańczym skoczno; bierz ręce hej! bierz. * Poznamy się z sobą, z królewską osobą, * Widzisz ten dół ciemny, otwarty przed tobą?
A gdzie się podzieją te drogie akanty? * Te złota spłowieją, w proch pójdą brylanty. * Szczepione, zielone powiędną cyprysy, * Pościeram, pozdzieram nagrobki, napisy.

KRÓL.

Pozostań więc na niebie * Królu niebios, bracie mój, podniosę kościół Twój. * Każę uwielbić Ciebie. * I srebrne ołtarze wystawić Ci każę, * I będziem dwaj nad nimi * O ludzkich sądząc losach, * Ja jeden Pan na ziemi, * Ty drugi Pan w niebiosach.

ŚMIERĆ.

Ja ziemię oczyszczam gdy wionę, gdy dmuchnę, * I purpur i zbroję przemieniam na duchnę, * A życie na cmentarz wychodzi młodziuchne. * Gdzie stanę, gdzie wchodzę, roznoszę zniszczenie, * A pustka mi chatką, a ojcem milczenie; * Rozedrę twój purpur, rozedrę piorunem, * Bladego, drżącego okryję całunem. * Hej! dalej do tańca! rozjaśnij swe czoło, *