Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


FURGOŁ leżąc.

Chybaby na choinie słowiki śpiewały, * Alboli tez na dębie gruchał gołąb stary.

CZEDZIMLEK leżąc.

Mozę tez być, ze kury teraz po wsi pieją, * Albo się tez dziewuchy idąc z karćmy, śmieją.

KUBA
wpada nagle przestraszony i woła:

Dziwy! dziwy! bratkowie, przebóg ! powstawajcie, * A co tylko tchu macie, ze mną uciekajcie. * Bo ktoś na nas z wysoka woła: pastuskowie! * Ze az oto mi włosy powstały na głowie. * Uciekajmy! — uciekajmy! — uciekajmy!

MAŚCIBRZUCH i CZEDZIMLEK
porywając się na nogi także wołają:

Uciekajmy! — uciekajmy! — uciekajmy!

FURGOŁ jeszcze leżąc.

Cekajcie! — cekajcie! — cekajcie!

Wstawszy.

Nie chodźcie, ja zawołam, wy pilnie słuchajcie, * W której stronie się ozwie, dobze uważajcie.

Tu wywija kijem do góry i woła:

Hej!... ozwijno się ozwij, powiedz, coć potzeba?

ANIOŁ w ukryciu
przytłumionym głosem odpowiada:

Z nieba.

FURGOŁ.

A pocoś ty tu zlozł z nieba ? — jakieś mi paniątko.