Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mały, * By mu wilki nie szarpały * Owieczek jego.

Na ostatek idzie Kasper z swą kobielą; * Jemu się oświadcza z podarunki wielą; * Grzegorz krupy i też płótna, * Bo widzi, że Matka smutna * Twoja stoi.

Więc Tobie Jezuniu dla Twojej cierpoty * Przeznacza skwapliwie, żeś Ty z Swej ochoty * Zstąpił na ten świat dlatego, * Abyś grzesznika każdego * Zbawił na świecie.

Więc Matko Najświętsza, przyczyń się za nami! * My odtąd będziemy Twoimi sługami. * Przyrzekamy to ostatecznie, * Że Ci służyć będziem wiecznie, * Panno Wsławiona.

Tylko nam przejednaj Synaczka Twojego, * Aby nam odpuścił z miłosierdzia Swego * Wszystkie nasze nieprawości, * A dał z Sobą żyć w wieczności * Na wieki wieków.




KOLĘDA  185.


Wiwat, wiwat, będziemy śpiewać; * Trzeba się nam wszystkim przyodziewać.

Cóż bredzicie, panie bracie, że źle z nami będzie? * Przecież wczora od wieczora, śpiewają wszędzie.

I ja także dość wyraźnie, śpiewaniem słyszał, * Aniołowie jak posłowie, każdy ogłaszał.

Ledwom wstrzymał się z radości, * Widząc tyle Boskich gości. Co śpiewali, opowiadali duszne zbawienie: * Że gnębione ma być pocieszone ludzkie plemię.