Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do szopy weśli Pana swojego, * Z pokorą klękli, mówiąc do Niego: * Masz nasz Boże podłe łoże * Z żłóbka prostego.

Twoja to miłość to uczyniła, * Że Cię w tę nędzę na świat spuściła, * Żeby dusze z mąk katusze * Wyprowadziła.

Teraz my Jezu prosim zbawienia, * By dusza nasza uszła zranienia, * I strasznego i wiecznego * W piekle płomienia.

Z sercem skruszonem, powstali szczerze, * Dary oddali, a zaś na lirze * Tryumf grali i śpiewali, * Wdzięczni pasterze.

Potem się grzecznie z Nim pożegnali, * Nazad do trzody swej powracali; * Boga tego maleńkiego * Wraz wychwalali.

Ty zaś słuchaczu bądź dziś wesoły, * Bo nawet wszystkie skaczą żywioły; * Zbądź frasunku, dodaj trunku, * Co robią pszczoły.

Kto słucha Boga i szczerze żałuje * Za grzechy swoje, z nich się wyzuje, * Takich święty, niepojęty * Jezus miłuje.



KOLĘDA  158.


Szczęśliwy pasterz, pilnujący trzody; * Z narodzin Pana przy biedzie wesoły, * Widząc, że idą witać Go narody, * Biegł do Betleem zaśpiewać z Anioły: * Chwała bądź Bogu, na Wysokiem niebie, * A pokój ludziom na wieki, przez Ciebie.

Z chaty ubogiej zbiera swoje dary, * By nimi swego rozweselił Pa-