Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciepłej jakiej obrać izdebecki; * Nie tę sopę gdzie na sianku leząc, musis drżeć bez pościołecki: * A tu zewsąd wieje, biedkę cię zagrzeje, ten osioł z wołem.

Ale ześ sam tak chciał, tak się świętej Twojej podobało woli, * Cierpiąc nędzę, byleś tylko wyzwoliwsy nas ludzi z niewoli * Carta przeklętego, w niebie nas na jego osadził miejscu.

Bądźze Panie za tę łaskę od wszystkiego pochwalon stworzenia, * Ze przez Ciebie z Bogiem Ojcem pojednani, naszego zbawienia * Pewni być mozemy, jeśli zyć będziemy, tak jak należy.

Jakże Ci to odwzięcymy? jak za to Ci Panie oddamy? * Ty wies lepiej, ze zawdzięcyć byś na miazgę zbił nas nie zdołamy: * Więc na jakie stanie nas podarki, Panie! takieć dajemy.

Przyjmijze je wdzięcnie od nas; wsak wies, żeśmy ubodzy pastusy; * Na cośmy się mogli zdobyć, toć dajemy, chętnie z serca, z dusy: * Wybac, naostatek, patrząc nie na datek, lec chęć dających.

Pódźciez tez i wy parobcy, a na wasej muzyce zagrajcie, * A którzy z was podarunki jakie macie, to je tez oddajcie: * Kładźcie je ostroznie, a wy tez nabożnie grojcie Dzieciątecku.

Nie ciśnijcie się jako bydło pod sam cebuch z swojemi basami; * Ty zaś Jaros i z Kasperkiem z drugiej strony stańcie ze skrzypkami: *