Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pańska córka żaliła się, że Werner ciężko pracuje.
— Babskie gadanie! Niech pan nie wierzy. Potter ma na głowie cały interes. Pędzi, pisze i haruje przez cały Boży dzień. A Werner to tylko bumbluje. Jest sobie członkiem klubów i innych towarzystw, gdzie się rznie w karty i żłopie naumor. Byłby osłem, kiejby tego nie robił, bo miljonami potrząsa i może sobie pozwolić. A no, niech Potter za niego robi!
Nie przestawał gadać. Stary bajał, jak najęty, pysznił się miljonami swego zięcia i nie zdawał sobie sprawy, że na taki wgląd w interesy i rodzinne stosunki domu chwyciła mnie groza i przerażenie. Nie mogłem sobie wyjaśnić, czy Marta kocha męża. Jeśli go nawet nie kocha, to stara się to ukryć. Podczas pierwszych tygodni żyli ze sobą dobrze — do czasu zjawienia się Pottera. Zupełnie jasno uprzytomniłem sobie, że ten Jankes zmierza ku zagarnięciu majątku Wernera, który obdarzył go bezgranicznem zaufaniem i grzązł przez to coraz bardziej w pułapkę, w której zgotowano mu kompletną finansową ruinę. — Potter chciał Wernera doprowadzić do bankructwa, aby następnie wraz z majątkiem zabrać mu jego piękną młodą żonę.
Cóż mogłem uczynić? Zdemaskowanie łotra wymagałoby czasu, zapewne długiego, a zresztą było już może za późno. Musiałbym wejrzeć także w interesy przedsiębiorstwa, co spotkałoby się niezawodnie z oporem obu wspólników. Łatwo mogłem pogorszyć sytuację. Podczas gadania starego biłem się z myślami,