Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


aż wreszcie postanowiłem powstrzymać się od jakiejkolwiek interwencji.
Niebawem przyszła pani Vogel i poprosiła nas do stołu. Marta nie przysłała po nas służącego, gdyż chciała nadać przyjęciu intymny i przyjacielski charakter. Było to skromne przyjęcie. Spostrzegłem, że Marta jakgdyby wewnętrznie odżyła. Powstawszy od stołu, zapaliliśmy cygara, podczas gdy pani domu wyszła do sąsiedniego pokoju, który był pokojem muzycznym. Zabrzmiały proste, początkowe akordy pianina, poczem rozległ się przepiękny głos byłej śpiewaczki.
Byłem odwrócony tyłem do wejścia. Winnetou siedział przy mnie i słuchał z zapartym tchem. Nie rozumiał ani słowa, ale był oczarowany. Naraz twarz jego przybrała inny wzraz. Ostro wpatrzył się we drzwi i uczynił ruch, jakgdyby chciał się zerwać z krzesła.
Odwróciłem się czem prędzej. Za mną w otwartych drzwiach stali dwaj mężczyźni, król nafty oraz, jak się później dowiedziałem, Potter. Był to młody człowiek, dobrze zbudowany. Jego twarz wyrażała naprężone oczekiwanie. Zaczerwienione oczy Wernera wraziły się we mnie tępo. Chwiał się na nogach. Widać było, że jest pijany jak bela.
Ponieważ nosiłem strój meksykański, przeto nie poznał mnie, dopóki się nie odwróciłem. Teraz, widząc mnie z twarzy, ścisnął pięści i, tocząc się ku mnie, zawołał:
— To łotr, który chciał odstręczyć ode mnie żo-