Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


echał ongi do Ameryki, i odtąd wszelki ślad po nim zaginął. Uważano, że umarł w drodze, albowiem żadna wieść o nim nie docierała do ojczyzny. — —
Wróciwszy z Południowej Ameryki, przedewszystkiem odwiedziłem sympatyczne rodzeństwo. Franciszek zbliżał się do swego celu, Marta jeszcze bardziej wypiękniała. Oboje walczyli z kłopotami. Nie mówili mi tego — sam odgadłem. Nie byłoby im tak ciężko, gdyby rodzice nadal pozostali tak samo bezpretensjonalnymi ludźmi, jakimi byli dawniej. Ale ojcu karjera dzieci uderzyła do głowy. Opuścił rodzinną wioskę, przeniósł się do Drezna i żył na takiej stopie, jakgdyby córka była co najmniej słynną divą. Dowiedziałem się o tem nie od niej, tylko od osób obcych, i zamierzałem przywołać starego do rozumu, gdy naraz nowe okoliczności stanęły mi na zawadzie.
Bo oto król nafty, który od kilku dni przestał mnie odwiedzać, przyszedł i oznajmił radośnie o swoich zaręczynach ze śpiewaczką Martą Vogel. Byłem nietyle oszołomiony, ile zaskoczony. Jakże to mogło się stać tak prędko? Wiedziałem, że Werner bywał na jej koncertach, ale nie posądzałem go o tego rodzaju zamiary. A Marta, czy kochała go? Ledwo mogłem w to wierzyć. Był wprawdzie miljonerem, ale nie uważałem go za godnego dziewczęcia. Odwiedziłem natychmiast śpiewaczkę i znalazłem ją w tak wyśmienitym i wesołym humorze, że pominąłem milczeniem moje wątpliwości. Nie życzyłem Marcie Wernera, ponieważ nie był człowiekiem, któryby ją mógł uszczęśliwić, nie miałem jednak prawa mieszać się do spraw sercowych mojej