Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


babrał się i wrócił do nas. Nie dosiadł konia, tylko podszedł do mnie i zapytał:
— Czy nie mówił pan, że zostało panu tylko sto dolarów?
— Tak.
— Pragnę odkupić to bagnisko. Ile pan żąda?
— Osobliwe pytanie! Czy da mi pan czterysta dolarów, które zapłaciłem?
— Nie. Dam panu więcej, o wiele więcej.
— Ile?
— Bardzo wiele. Powiedzmy sto tysięcy, powiedzmy nawet pół miljona dolarów!
„Zaniemówiłem ze zdumienia — wszak nie były to żarty. Ackermann wogóle nie był żartownisiem, a, że teraz nie kpił, o tem świadczyło jego oblicze.
„Nie doczekawszy się odpowiedzi, dodał:
— Młody człowieku, jest pan szczęśliwcem, istnym ulubieńcem fortuny. Na tej wodzie pływa petroleum. Olej skalny. Musi w ogromnych ilościach znajdować się pod ziemią. Jesteś miljonerem!
— Mil — ljo — ne — rem! — powtórzyłem, niemal bełkocąc. — Myli się pan — na pewno myli!
— Nie, stanowczo nie! Przez długie lata mieszkałem na terenach naftowych za nowemi stanami i znam się na tem dobrze. Wiem, co jest nafta. Wierzaj mi pan.
— Pe — tro — le — um! — — Mi — ljo — ner! — bełkotałem.