Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— A więc w porze asru[1].
— Tak.
— Niestety, muzułmanie wierzą, że wyprawaj która nie rozpoczyna się w porze asru, nie może się powieść. Traci się na tem cały dzień marszu. Trzeba sobie jednak uprzytomnić, że ta zwłoka, aczkolwiek niewielka, może przyprawić o zgubę tych, których pragniecie wybawić. Na waszem miejscu nie zwlekałbym ani chwili, lecz niezwłocznie wyruszył, choćby nawet w nocy.
— Przyznaję panu słuszność. Ale asr musi pozostać asrem, i nikt nie może się sprzeciwiać rozkazom baszy.
— Skoro Mohammed es Sadok-basza tak rozkazał, to nic już nie da się zmienić. Musi pan przeczekać jutrzejsze południe.
— Ale pan z nami pojedzie? A także pańscy oba słynni towarzysze?
Hm. Nie mam nic przeciwko temu. Taka wyprawa bardzo mi nawet odpowiada. A co się tyczy Emery’ego i Winnetou, to sądzę, że przyłączą się również.
— Cieszy mnie to niezmiernie, Oczywiście, obaj ci panowie nie powinni zostawać w hotelu. Proszę ich bardzo, aby zamieszkali u mnie, jako moi najmilsi goście.

— Dobrze. Niech pan po nich pośle. Ponieważ nie mają bagażu, wystarczy wysłać parę wierzchowców. Ja również nie mam konia. Skoro towarzyszymy w wy-

  1. Asr — pora modlitwy poobiedniej koło godziny 3-ej.