Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   327   —

bili pociąg, aby mieć z czego haracz zapłacić, a ci trzej Ogellallajowie byli egzekutorami?
— Może tak jest, a może nie. Nie ulega jednak wątpliwości, że nasi czcigodni bracia biali połączą się wkrótce z większym oddziałem czerwonych. To powiedziałem już, gdyśmy byli przy kolei. Ale nie koniec na tem. Czy sądzicie, że biali i czerwoni sprzymierzyli się tylko na to, żeby się pielęgnować i wylegiwać na skórach niedźwiedzich?
— Z pewnością nie w tym celu!
— I ja tak sądzę. Wierzcie mi, że wnet uknują coś szatańskiego, zwłaszcza, że ostatni napad tak dobrze im się udał.
— Cóżby nowego zamierzali?
— Hm, ja domyślam się czegoś.
— No, to dokazalibyście nadzwyczajnej rzeczy, gdybyście przewidzieli, co uczynią ludzie, których jeszcze wcale nie znacie. W ostatnich czasach nabrałem dla was do pewnego stopnia szacunku, ale z waszego domysłu, zdaje się, nic nie będzie!
— Zobaczymy! Dość nauwijałem się pośród Indyan i wiadome są mi ich sposoby. A wiecie, jak można najlepiej odgadnąć, co człowiek zrobi?
— No?
— Należy sobie wyobrazić żywo jego położenie i uwzględnić przytem jego charakter. Czy mam być tak zuchwałym i zgadywać?
— Naprawdę, rozciekawiacie mnie!
— Zastanówmy się więc nad tem, komu nasz personal kolejowy doniósł najpierw o zburzeniu toru i zniszczeniu pociągu?
— Chyba najbliższej stacyi.
— Stamtąd też zapewne wyślą ludzi w celu zbadania miejsca wypadku i ścigania sprawców.
— Prawdopodobnie.
— Ale przez to stacya zostanie ogołocona z ludzi i można będzie na nią napaść bez wielkiego niebezpieczeństwa.