Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/069

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   319   —

    — Toselkhita, shi shteke — nie strzelaj, jestem twoim przyjacielem! — zawołałem z poza drzewa w narzeczu Apaczów.
    — To tistsa tá ti. Ni peniyil — nie wiem, kto jesteś. Wyjdź! — odpowiedział.
    — Ni Winnetou, natan shis inté — jesteś Winnetou, wódz Apaczów? — spytałem dla pewności.
    — Ha-au — jestem nim! — odrzekł.
    Na te słowa wyskoczyłem z za drzewa ku niemu.
    — Szarlih! — odezwał się on pierwszy radośnie. Otworzył ramiona i padliśmy sobie w objęcia.
    — Szarlih, shi stheke, shi nta-ye — Karolu, mój przyjacielu, mój bracie! — powtarzał płacząc niemal ze wzruszenia, — Shi intá, ni intá, shi itchi, ni itchi — moje oko twojem okiem, moje serce twojem sercem!
    Ja także byłem tak przejęty tem zupełnie niespodzianem spotkaniem, że łzy mi się w oczach zakręciły. Winnetou przypatrywał mi się co chwila pełnym miłości wzrokiem, przyciskał mnie do piersi, aż wreszcie przypomniał sobie, że nie byliśmy sami.
    — Ti ti ute — kto jest ten człowiek? — zapytał, wskazując na Walkera.
    — Aguan ute shó, shi shteke ni shteke — to dobry człowiek, mój przyjaciel i twój przyjaciel — odpowiedziałem.
    — Ti tenlyé aguan — jak się nazywa?
    — The thick Walker — podałem nazwisko towarzysza w angielskiem brzmieniu.
    Na to wyciągnął Apacz rękę do Freda i tak go pozdrowił:
    — Przyjaciel mojego brata jest zarazem moim przyjacielem! Omal nie postrzelaliśmy się, ale na szczęście Szarlih poznał głos mojej strzelby, jak ja jego. Co moi biali bracia tu robią?
    — Ścigamy wrogów, których trop widzisz tu w trawie — odrzekłem ja.
    — Spostrzegłem go dopiero przed chwilą. Przyby-