Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   282   —

ogier wytresowany był w ten sposób, że na oznaczone słowo padał błyskawicznie na ziemię, a kula musiała ponad nim przelecieć.
Gdy wódz Szoszonów tomahawkiem już powalił był jednego zbója, wpadłem ja na Freda Morgana. Postanowiłem pochwycić go żywcem i nie zważałem na to, że skierował ku mnie rusznicę, w której miał jeszcze drugi nabój. Koń jego nie stał spokojnie; huknął strzał, a kula przebiła się przez rękaw mojej bluzy.
— Hurra, tu jest Old Shatterhand! — zawołałem.
Świsnęło lasso, koń mój obrócił się i pocwałował wstecz, ja poczułem silne szarpnięcie i oglądnąłem się poza siebie. Pętla przycisnęła Morganowi obie ręce do ciała i pociągnęła go za mną. Równocześnie ujrzałem, że już Sam z dwoma towarzyszami przybiegł na miejsce. Trzeci zbój wystrzelił do Bernarda, lecz w tej samej chwili położyły go trupem kule Sama i wodza Szoszonów.
Zeskoczyłem z konia. Nareszcie mieliśmy w ręku Freda Morgana! Był ogłuszony upadkiem z konia. Zdjąłem z niego moje lasso i związałem go jego własnem.