Strona:PL Karol May - Winnetou 05.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   45   —

Taki railroader[1] patrzy na takich jak my przez ramię, ponieważ się naprzykład trzy razy dziennie nie fryzują. Oni oczywiście plan wykonają, ale się zdziwią, hi hi hi!
Podczas tej, półgłosem prowadzonej, rozmowy zrobił ręką ruch skalpowania i rzekł:
— Ale nie słyszałem jeszcze od was, o czem dowiedzieliście się u Indyan.
— Ka-wo-mien i Ma-ti-ru są dowódcami
— Ach, w takim razie będzie walka, którą uraduje się stare serce moje.
— Znajduje się przy nich biały, który im zdradził, że pociąg wiezie złoto i srebro.
— On chce złoto i srebro posiąść, a im zostawić skalpy?
— Istotnie.
— Myślałem tak sobie. To pewnie busheader?
— Ja go znam. Napadł był niegdyś na hide-spot Old Firehanda, musiał jednak zostawić wszystko w spokoju.
— Jak się nazywa?
— Nie wiem. Zresztą nie byłoby w tem nic zajmującego, gdyż ludzie tego rodzaju przybierają sobie codziennie inne nazwisko. Czy byliście na zwiadach?
— Tak. Czerwoni rozdzielili się i ustawili po obu stronach kolei, mniej więcej w środku pomiędzy miejscem zniszczonem a swymi końmi, przy których zastałem znowu dwu ludzi na straży. Ale co my zrobimy, Charley? Czy pójdziemy naprzykład z pomocą kolejarzom, czy też oddalimy się precz?
— Jest to naszym obowiązkiem, Samie. Musimy im pomóc. A może wy jesteście innego zdania?

— Wcale nie. Co do obowiązku macie zupełną słuszność, a oprócz tego pamiętajcie o moich uszach, za które mi jeszcze nie zapłacono. Stawiam w zakład moją Tony za żabę zieloną, że jutro rano kilku nieżywych będzie obok kolei leżało bez uszu. Ale co teraz robić, Charley?

  1. Kolejowiec.