Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   479   —

— Powiecie mi, gdzie się ten schowek znajduje i opiszecie mi go dokładnie.
— A za to spotka nas z waszej strony?
— Szybka śmierć. Dostaniecie kulą w łeb!
— Bardzo pięknie! To jednak dowodzi, że jesteście czuli, ale nie rozumni.
— Jakto?
— Aby zginąć lekką i szybką śmiercią, na to możemy wam opisać jakiekolwiekbądż miejsce, ale nie to, na którem wam zależy.
— W takim razie uważacie mnie za bardziej nieostrożnego, aniżeli w rzeczywistości jestem. Już ja się tak zabiorę do rzeczy, że wydobędę z was potrzebne wiadomości. Przedtem jednak muszę wiedzieć, czy jesteście skłonni zdradzić mi położenie tego miejsca.
— Zdradzić, to jest tutaj słowo właściwe. Pamiętajcie jednak o tem, że Old Shatterhand nie jest zdrajcą. Widzę, że Winnetou także wam nie był posłuszny; może nawet nie dał wam żadnej odpowiedzi, gdyż jest za dumny na to, aby mówić z takimi opryszkami, jak wy. Ja jednak mówiłem z wami z pewnym zamiarem.
— Zamiarem? A to jakim?
Przy tem zapytaniu spojrzał mi w twarz z wielkiem zaciekawieniem.
— To obecnie dla was obojętne. Dowiecie się później o tem bezemnie.
Santer odzywał się teraz stosunkowo uprzejmiej, a nadto wyrażał się do mnie już nie ty, lecz wy. Teraz zaś wybuchnął znowu gwałtownie:
— A więc i ty się chcesz wzbraniać?
— Rozumie się.
— I nic nie powiedzieć?
— Ani słowa!
— W takim razie zwiążemy ciebie tak samo w kabłąk jak Winnetou.
— Nic nie mam przeciwko temu.
— I zamęczymy was na śmierć!
— To wam się na nic nie przyda.