Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   313   —

Czyżby ten mężczyzna z nim miał być jednym z owych ekstrawaganckich Jankesów, gotowych do wszelkiej nadzwyczajności, czy też „flats ghost“, duchem równiny, który wedle wierzeń indyańskich jeździ nocą na ognistym koniu, a we dnie pod rozmaitemi postaciami po woodlandach, aby białych ludzi znęcać do zguby, a chłopiec może zakładnikiem, uprowadzonym przezeń ze Wschodu?
Zbadałem z pewnemi wątpliwościami swoją powierzchowność i stwierdziłem brak tego wszystkiego, co gentleman w towarzystwie powinien mieć na sobie i przy sobie. Mokassyny stały się z czasem zbyt otwarte, legginy świeciły się, ponieważ przejąłem był chwalebny obyczaj wszystkich myśliwych używania spodni przy stole, zamiast serwetki i wysmarowałem je w ten sposób dokładnie łojem bawolim i tłuszczem pracza. Woskowata koszula myśliwska, która z uznania godnem poświęceniem znosiła wszelkie zmiany temperatury i atmosferyczne kłopoty, nadała mi wyglądu zmaltretowanego deszczem i wiatrem stracha w kapuście, a bobrowa czapka, okrywająca mi głowę, nietylko że powiększyła się zanadto, lecz nawet utraciła większą część włosów i wyglądała, jak gdyby ku swojej szkodzie wchodziła w nazbyt blizką styczność z ogniskami obozowemi.
Szczęściem nie znajdowałem się na parterze wielkiej opery, lecz pomiędzy Black Hills a Górami Skalistemi i nie miałem czasu na to, by się tem martwić, gdyż nie dokończyłem był jeszcze badania, kiedy obaj przybysze zatrzymali się przedemną. Chłopak podniósł na pozdrowienie w górę rękojeść szpicruty i zawołał jasnym, świeżym głosem:
— Good day, sir! Co chcecie znaleźć, że tak czegoś po sobie szukacie?
— Your servant, mój człowieczku! Zapinam moją pancerną koszulkę, aby mnie nie uszkodziło wasze badawcze spojrzenie.
— To nie wolno na was popatrzeć?