Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   198   —

umieścić w izbie chorego? Skoro czerwoni zobaczą, że tam mieszkają kobiety, przekona ich to w dwójnasób, że nie znajdował się tam Indyanin.
— Całkiem słusznie — zauważył sennor Atanasio. — Wystarczy położyć tam kilka koców, a z pokoi żony i córki znieść hamaki. Haki do zawieszania wbite są we wszystkich izbach tego domu. Niech się tam panie pokładą. Wy zaś znajdziecie dla Apacza najlepszą kryjówkę zaraz poniżej tego miejsca w rzece, w którem kąpaliście się niedawno. Zwisają tam kwitnące gałęzie petunii aż do samej wody, a pod niemi ukryte jest czółno. Włożycie tam Apacza, a nikt go nie odkryje. Petro niech pójdzie z wami. Dopiero gdy wy powrócicie, pozwolimy Indyanom przeszukać wnętrze domu.
Zszedłem z peonem, imieniem Petro, na dół, gdzie obie panie, pełne niepokoju, czekały na przebieg wypadków. Gdyśmy im powiedzieli, o co idzie, zaczęły nam gorliwie pomagać w wykonaniu przedsięwzięcia. Same przyniosły koce i hamaki. W jedną z der owinięto Apacza. Gdy od nas usłyszał, że przybyli po niego Komancze, rzekł słabym głosem:
— Inda-niszo widział już wiele zim, a dni jego są policzone. Poco mają dobre blade twarze narażać się na śmierć przez niego? Niechaj go oddadzą Komanczom, ale go przedtem zabiją. On prosi o to.
Odpowiedziałem mu przecząco tylko energicznem potrząśnieniem głowy, poczem zabraliśmy go z izby. Po odsunięciu szafki przenieśliśmy go szczęśliwie aż do muru zewnętrznego, nie zauważeni przez nikogo. Za murem rosły krzaki, które nas na razie zasłoniły. Pomiędzy nimi jednak a rzeką ciągnął się wolny szmat ziemi, przez który musieliśmy przejść na poprzek. Wyglądnąłem ostrożnie i spostrzegłem ku memu rozczarowaniu Komancza, siedzącego na ziemi, uzbrojonego we włócznię, łuk i strzały w kołczanie.
— Musimy wrócić, sennor — rzekł peon, gdy mu pokazałem Indyanina. — Moglibyśmy go wprawdzie zabić, ale to ściągnęłoby na nas zemstę tamtych.