Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ło, padające przez okno, zbadał je wzrokiem znawcy i skosztował.
— Well! — rzekł, mlasnąwszy językiem. — Wasze piwo jest dobre. Wielki Manitou białych ludzi nauczył ich wielu sztuk, a warzenie piwa nie należy do najmniejszych.
— Czy uwierzyłby kto, że to Indyanin? — rzekłem cicho do Old Deatha, udając, że nie znam Winnetou.
— Tak i to jeszcze jaki! — odpowiedział stary również cicho, ale z naciskiem.
— Czy znacie go? Czy widzieliście i spotkaliście go już kiedy?
— Nie widziałem go jeszcze, ale poznaję go po ubraniu, postaci, wieku, a najbardziej po strzelbie. To słynna srebrna rusznica, która nigdy nie chybia celu. Macie szczęście poznać najsłynniejszego indyańskiego wodza Ameryki północnej, wodza Apaczów, Winnetou, najwybitniejszego wojownika z pomiędzy wszystkich Indyan. Imię jego rozbrzmiewa w każdym pałacu, w każdej chacie, przy każdem obozowem ognisku. Sprawiedliwy, rozumny, rzetelny, wierny, dumny, waleczny aż do zuchwalstwa, mistrz we władaniu wszelką bronią, przyjaciel i obrońca wszystkich czerwonych i białych, potrzebujących pomocy, znany jest wszerz i wzdłuż Stanów Zjednoczonych i daleko poza ich granicami jako największy bohater dalekiego Zachodu.
— Ale gdzie nauczył się tej angielszczyzny i tych manier białego gentlemana?
— Spędza wiele czasu na Wschodzie, a prócz tego opowiadają, że europejski uczony dostał się był do niewoli Apaczów, którzy jednak tak dobrze się z nim obchodzili, że postanowił u nich pozostać i usposabiać ich do życia pokojowego. On to był nauczycielem Winnetou, ale nie wkorzenił prawdopodobnie w nich swoich zasad i niewątpliwie poszedł z czasem na marne.
Old Death powiedział to tak cicho, że ja ledwie zdołałem go zrozumieć. Mimoto Indyanin, choć siedział od