Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   467   —

na towarze i nie śmią się im potem pokazać. Dla tego przyjmują nas wszędzie chętnie. Wszak czerwoni potrzebują naszych towarów, nie będą więc na tyle głupi, żeby się rzetelnemu człowiekowi dobierać do gardła. Ale was unieruchomią napewno. Wierzcie mi.
— Będę się dalej ruszał, gdyż mam także względem nich uczciwe zamiary, a udaję się teraz do nich, by im przynieść pożytek.
— Tak? Więc powiedzcie nam już raz, kim jesteście i czego od nich chcecie.
— Jestem z ajencyi.
— Ajencyi? Słuchajcie! To jeszcze gorzej! Nie bierzcie mi tego za złe, ale oświadczę wam ze względu na was samych, że czerwoni bardzo źle usposobieni są względem ajentów, bo... bo...
Zawahał się z dokończeniem, więc uzupełniłem sam:
— Bo tyle razy ich oszukano. O tem pewnie myślicie, a ja przyznaję wam słuszność.
— Bardzo mnie cieszą wasze własne słowa, że wy ajenci jesteście łajdakami — zaśmiał się. — Keiowehów właśnie okpiono strasznie w ostatnich dostawach. Jeżeli czujecie ochotę do męczeńskiej śmierci, to jedźcie tam. Zaraz się wami zajmą serdecznie.
— Zrzekam się tego, sir! Nie przeczę, że Keiowehowie nie przyjmą mnie dobrze, ale spodziewam się, że się ucieszą bardzo, skoro im powiem, po co do nich przyszedłem. Doprowadziłem właśnie do skutku to, że popełniony błąd będzie naprawiony. Przez dodatkową dostawę otrzymają Keiowehowie, co im się należy, a ja zamierzam wyjaśnić, jak przyjdą w posiadanie towaru.
— Do stu piorunów! To z was jakiś biały kruk! — zawołał zdumiony. — W takim razie nie zrobią wam nic oczywiście. Ale naco macie czerwonego z sobą?
— Bo nie umiem dyalektu Keiowehów. To tłumacz, Pawnejczyk, którego zna także Tangua.
— Well! Wobec tego wszystko jest w największym porządku i przestroga moja była zbyteczna, choć wywo-