Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   343   —

— Stąd, że go znam. On nie jest takim, jak inni biali; dąży do rzeczy wyższych. On nie pojmie Indyanki za żonę.
— Czy tak powiedział?
— Nie.
— Czy serce jego należy do jakiej białej?
— Także nie.
— Czy jesteś tego pewny?
— Mówiliśmy o białych kobietach i wywnioskowałem z jego słów, że serce jego dotąd śpi.
— To obudzi się dla mnie.
— Niechaj się moja siostra nie łudzi! Old Shatterhand myśli i czuje inaczej, niż sobie wyobrażasz. Jeśli sobie skwaw wybierze, to będzie ona wśród kobiet tem, czem on wśród mężczyzn.
— Czyż ja taką nie jestem?
— Wśród czerwonych dziewcząt nikt nie dorówna mej pięknej siostrze! Ale co ty widziałaś i o czem słyszałaś? Znasz życie kobiet ludów czerwonych, ale nie masz pojęcia o tem, czego się musi uczyć i co musi wiedzieć biała kobieta. Old Shatterhand nie patrzy na blask złota i piękność oblicza; pożąda on rzeczy innych, których nie znajdzie u dziewcząt czerwonych.
Indyanka spuściła głowę i zamilkła. Brat pogłaskał ją po twarzy pieszczotliwie i powiedział:
— Boli mnie to, że ranię serce mej dobrej siostry, ale Winnetou zawsze mówi prawdę, a może znajdzie drogę, na której Nszo-czi dojdzie do swego celu.
Na to podniosła ona szybko głowę i zapytała:
— Jaka to droga?
— Droga do miast bladych twarzy.
— Tam mam się udać?
— Tak.
— Na co?
— Aby się nauczyć tego, coby twoją wartość podniosło do tego stopnia, aby Old Shatterhand mógł cię pokochać.
— W takim razie chcę się tam udać rychło, jak najrychlej! Czy mój brat, Winnetou, spełni mi jedną prośbę?