Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   163   —

Tangua patrzył przez czas jakiś przed siebie w zadumie i odpowiedział wymówką:
— Jesteśmy na wyprawie wojennej i nie wzięliśmy z sobą kinnikinniku pokoju.
— Usta wodza Keiowehów mówią inaczej, niż serce myśli. Widzę worek kinnikinniku, wiszący u jego pasa, prawdopodobnie pełny. Nam go nie potrzeba, bo mamy podostatkiem tytoniu. Niekoniecznie muszą wszyscy wziąć udział w kalumecie. Ty zapalisz za siebie i za swoich wojowników, a ja za siebie i obecnych tu białych; wówczas przymierze obejmować będzie wszystkich mężów, którzy się tu znajdują.
— Na cóż my dwaj będziemy palili, skoro już jesteśmy przyjaciółmi? Niechaj Sam Hawkens uważa, że wypaliliśmy kalumet za wszystkich.
— Dobrze, ale w takim razie uczynimy to, co nam się spodoba, a ty nie dostaniesz Apaczów w swe ręce.
— Czy chcesz ich może ostrzec? — spytał Tangua, błysnąwszy złowrogo oczyma.
— Ani nie myślę o tem, ponieważ są naszymi wrogami i postanowili nas zabić. Ale nie powiem ci, jak ich schwytać.
— Nie potrzebuję ciebie do tego. Sam to wiem.
— Oho! Czy wiadomo ci, kiedy i z której strony nadejdą, gdzie możemy się na nich natknąć?
— Dowiem się, bo wyślę ludzi na zwiady.
— Tego nie zrobisz, bo będziesz na tyle mądry i powiesz sobie, że Apacze znaleźliby twoje ślady i przygotowaliby się do napadu. Krok za krokiem posuwaliby się z największą ostrożnością ku nam, a wtedy pytanie, czy dostałbyś ich w ręce. Tymczasem według mojego planu moglibyście ich całkiem niespodzianie otoczyć i wziąć do niewoli, jeśli się nie mylę.
Spostrzegłem, że to wyjaśnienie nie pozostało bez wrażenia. Tangua oświadczył po chwili namysłu:
— Pomówię z moimi wojownikami.
Następnie oddalił się od nas, poszedł do Lisa, ski-