Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   72   —

— Puśćcie tę bestyę; jej nikt nie zmoże, jeśli się nie mylę!
— A toby ładnie było! Nie mogę się dać zawstydzić mułowi, którego ojciec nie był gentlemanem, lecz zwyczajnem osłem. Musi mnie być posłusznym. Uważajcie!
Odwinąłem lasso od pnia i stanąłem nad zwierzęciem szerokim rozkrokiem. Skoro tylko muł dobrze odetchnął, zerwał się z ziemi. Teraz chodziło przedewszystkiem o to, by go silnie ścisnąć nogami, a pod tym względem przewyższałem chyba Hawkensa. Żebro konia powinno się giąć pod naciskiem kolana jeźdźca; to przygniata wnętrzności i powoduje śmiertelną trwogę. Gdy muł użył wszystkich środków, wypróbowanych względem Sama, podniosłem lasso, zwisające mu z szyi na ziemię, zwinąłem je i ująłem silnie tuż za pętlicą. Skoro tylko spostrzegłem, że zwierzę ma zamiar rzucić się na ziemię, zacisnąłem pętlicę przez to, oraz naciskiem kolan utrzymałem je na nogach. Była to ciężka walka, rzekłbym, siła przeciwko sile. Zacząłem się pocić wszystkimi porami, ale i mułowi jeszcze bardziej pot spływał z ciała, a z pyska wielkie płaty piany. Ruszał się coraz to słabiej i mimowolniej, wściekłe parskanie przeszło w krótki kaszel, aż wkońcu padł podemną nie z własnej woli, lecz dlatego, że opuściły go siły. Legł na ziemi bez ruchu z zawróconemi oczyma. Zaczerpnąłem głęboko powietrza, zdawało mi się, że wszystkie żyły i ścięgna we mnie się porwały.
— Heavens, a wy co za człowiek! — zawołał Sam. — Mieliście więcej sił niż to bydlę! Zlęklibyście się, gdybyście zobaczyli swoją twarz!
— Wierzę.
— Oczy wam wyłażą, wargi popuchły, a policzki poprostu czerwone.
— To przydarza się greenhornom, którzy nie dają się zwierzętom zrzucić z grzbietu, gdy tymczasem ktoś inny, mistrz w polowaniu na mustangi, jako mądrzejszy, pozwolił się strącić, przywiązawszy poprzednio własnego konia do muła i puściwszy obydwa na przechadzkę.