Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Old Shatterhand. — Ci przecież także potoną!
— Nie. Mur oprze się. Słuchajcie!
Usłyszano wdole szmer, a potem wysunął się jakiś czerwony z pochodnią w ręce. Był to Długie Ucho. Wielki Niedźwiedź na naleganie Old Firehanda darował mu życie. Zaledwie Timbabacz znalazł się w miejscu bezpiecznem, woda wewnątrz wyspy podniosła się zupełnie do poziomu jeziora.
Długie Ucho usiadł przy ogniu. Wielki Niedźwiedź usadowił się naprzeciw niego, wyciągnął z za pasa rewolwer i rzekł groźnie:
— Teraz niech wódz Timbabaczów opowie, jak dostał się z Utahami do chodnika. Jeśli mię okłamie, wpakuję mu kulę w łeb. Czy znał tajemnicę wyspy?
— Tak! — wyznał zapytany.
— Kto ci ją zdradził?
— Ty sam!
— To nie prawda!
— Prawda! Siedziałem na brzegu pod starym dębem, kiedy przyszedłeś tam z synem. Stanęliście wpobliżu i rozmawialiście o wyspie, o skarbach i o chodniku. Czy przypominasz sobie?
— Tak!
— Z waszych słów dowiedziałem się, że chodnik prowadzi od stosu kamieni. Nazajutrz polowaliście na jelenie, a ja skorzystałem, aby usunąć ową zasłonę. Potem wszedłem do chodnika i ujrzałem pochodnie.
— I dziś poszedłeś do Utahów, aby im zdradzić tajemnicę?!
— Nie! Chciałem ich podpatrzeć, lecz zostałem schwytany. Tylko, aby się ratować, powiedziałem o chodniku.