Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


howie chcieli nas zgubić; teraz sami zginęli, a ty umrzesz jako ostatni z nich!
Był to głos Wielkiego Niedźwiedzia. Timbabacz poznał go i odpowiedział, dygocząc z trwogi:
— Ja nie jestem Utahem! Nie strzelaj!
— Kim jesteś?
— Twoim przyjacielem, wodzem Timbabaczów.
— Ach Długie Ucho! Zasłużyłeś na śmierć, bo jesteś odstępcą, zdrajcą!
— Nie, nie! Mylisz się!
— Wykradłeś mi tajemnicę i zdradziłeś ją Utahom Teraz musisz utonąć!
— Niczego nie zdradziłem! — zapewniał czerwonoskóry; woda sięgała mu już po kolana.
— Nie kłam!
— Puść mię! Pomyśl, że byłem twoim przyjacielem!
— Nie! Pozostaniesz wdole!
Wtem odezwał się Old Firehand:
— Puść go! Już dość okrucieństwa! On wyzna winę!
— Tak, wyznam, powiem wam wszystko, wszystko! — prosił; woda sięgała mu do pasa.
— Dobrze! Daruję ci życie! — wychodź teraz!
Czerwonoskóry rzucił do wody pochodnię, aby mieć obie ręce swobodne przy wspinaniu się i wyszedł na górę. Tam ujrzał, że stoi w tej samej izbie budynku, wznoszącego się na wyspie, w której było ognisko. Płonęło przed otwartemi drzwiami; przy padającym od niego blasku ujrzał Wielkiego Niedźwiedzia, Old Firehanda i Shatterhanda. Wyczerpany drogą i ciągłem przerażeniem, osunął się na ziemię; prędko jednak się zerwał, aby wypaść z izby.