Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rym do pasa; próbowali pływać, walcząc ze śmiercią i wręcz ze sobą, — daremnie!
Zaledwie sześciu znajdowało się tak wysoko, że mogli pomyśleć o ucieczce; wśród nich byli Huczący Grzmot i Wielki Wilk, a mieli jedną jedyną pochodnię, którą trzymał idący przodem Timbabacz. Wąski otwór w powale prowadził na dalsze piętro, skąd szły wgórę takie same stopnie.
— Daj mi światło i puść naprzód! — krzyknął Grzmot do Timbabacza, chwytając za pochodnię, ale Długie Ucho wzbraniał się wypuścić ją z ręki. Krótka niesnaska trwała jednak dość długo na to, aby woda podeszła wgórę; teraz poszła przez otwór na dalsze piętro. Tu było ciaśniej, niż na dole, to też woda wzbierała dziesięćkroć szybciej.
Długie Ucho, jednakże był młodszy i silniejszy od Huczącego Grzmota, wydarł mu się z ramion i silnem uderzeniem powalił go na ziemię. W tej samej chwili rzucili się nań inni Utahowie; broni nie miał żadnej, a tylko jedną rękę wolną. Już Wielki Wilk podniósł pięść, aby go powalić, gdy wtem długie Ucho zawołał:
— Stać, inaczej rzucę pochodnię do wody, a wtedy wszyscy zginiecie!
To poskutkowało; czerwoni zrozumieli, że mogą się tylko wtedy uratować, gdy zachowają światło. Woda sięgała już do pasa. —
— Więc zatrzymaj pochodnię i idź przodem, ty psie! — odpowiedział Huczący Grzmot. — Ale potem zapłacisz mi za to!
Timbabacz stał już na schodach i szedł dalej; znowu przez wąski otwór dostał, się na wyższe piętro. Sta-