Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie uczyniliśmy mu nic złego. Aby ratować życie, musieliśmy się bronić przed Utahami.
— Czy nie zabiliście w „Lesie Wody“ Starego Wodza i nie porwaliście innych dowódców?
— Znowu tylko w tym celu, aby się ratować.
— A teraz czy nie łączycie się z Nawajami i Timbabaczami, którzy są naszymi wrogami?
— To się stało przypadkiem. Szliśmy nad Srebrne Jezioro i spotkaliśmy ich tutaj. Słyszeliśmy, że między wami i nimi ma przyjść do walki, i pośpieszyliśmy, aby sprowadzić między wami pokój.
— My chcemy zemsty, a nie pokoju!
— Zostaliście ciężko obrażeni; to wiemy; ale to niesłusznie z waszej strony, mścić się na niewinnych. Gdyby od was zależało, to bylibyśmy już od rana umarli przy palu męczeńskim, jak tamte blade twarze w Dolinie Jeleni.
— Co wiecie o tem?
— Wszystko. Pogrzebaliśmy ich zwłoki.
— Więc byliście tam?
— Tak. Byliśmy pośrodku was. Słyszeliśmy, co Utahowie mówili, i widzieliśmy, co robili. Stałem z towarzyszami pod drzewem, kiedy Nawajowie przyszli, i widziałem, jak ich odpędziliście.
— To niemożliwe; to nieprawda.
— Ty wiesz, że ja nie kłamię. Zapytaj wodzów Utahów, którzy byli przy tem.
— Jak mamy ich zapytać, kiedy zniknęli? Wielki Duch zabrał ich do siebie.
— Nie. Wielki Duch nie chce nic wiedzieć o takich wiarołomcach i zdrajcach. On wydał ich w nasze ręce.
— Twój język jest fałszywy, bo przemawia w te sło-