Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


już dawno w proch, bo na grobli rosły drzewa, których wiek sięgał co najmniej stu pięćdziesięciu lat. W jakim celu zbudowano tę groblę? Czy żył jeszcze choć jeden człowiek, któryby mógł odpowiedzieć na to pytanie? —
Oddział, wysłany przez Old Firehanda, przejechał przez groblę do kenjonu. Po trzech kwadransach przejście się rozszerzyło; ponieważ ściany skalne miały liczne szczeliny nie tylko wgórze, ale i wdole, więc zdawało się, że stoją na słupach, tworzących krużganki, w których można się było ukryć.
— Tu się zatrzymamy, — rzekł Mały Niedźwiedź, jadący przodem z białymi. — Możemy się ukryć w otworach i jamach.
— A konie odprowadzimy zpowrotem na pewną odległość, — dodał Droll, — aby ich nie było stąd widać, bo łatwo może dojść do walki.
Wskazówki te wykonano, poczem biali i czerwoni ukryli się w zagłębieniach po obu stronach kenjonu; po niedługiem wyczekiwaniu usłyszeli tętent znużonego konia, a wkrótce potem ukazał się jeden jeździec, Nawaj, którego wierzchowiec zaledwie mógł biec jeszcze. Człowiek ten był widocznie ranny, bo odzież miał okrwawioną. Mimo to rękami i nogami ustawicznie pobudzał konia do nowych wysiłków.
Młody Niedźwiedź opuścił kryjówkę i wyszedł na drogę. Skoro Nawaj go zobaczył, wstrzymał konia i zawołał:
— Uff! Mój młody brat! Czy oczekiwani wojownicy Nawajów już nadeszli?
— Jeszcze nie.
— Więc jesteśmy zgubieni! Wielki Duch opuścił nas