Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


III
BITWA INDJAN.

Szczęśliwy wynik przeprawy najwięcej dumy przysporzył Drollowi i Hobble-Frankowi. Kiedy opuścili obóz, odezwał się Droll, chichocząc swym osobliwym, zwieśnym głosem:
— Hihihihi, to dopiero uciecha dla mojej duszy! No, ale też Indjanie się pienią, że muszą nas wolno puścić. Czy prawda, kuzynie?
— Naturalnie! — zgodził się Frank. — Ale bez nas tamci leżeliby jeszcze w kajdanach i więzach, niczem Prometeusz, który całemi latami może zajadać jedynie wątróbkę z orłów.
— No, wiesz, Franku, mnie się zdaje, że oni i takby się wydostali.
— Ale z wielkim trudem. Wprawdzie nie ponosi mnie duma, lecz to w każdym razie wzniosłe uczucie. Kiedy później osiądę w rodzinnych pieleszach i będę w dobrym sosie, napiszę memorandy o tem, czego dokazali wszyscy sławni mężowie. —
Tymczasem oddział dostał się do kenjonu bocznego, który skręcał nie na lewo ku głównemu, lecz na prawo, równolegle do niego. Winnetou znał tę drogę wyśmienicie i jechał, jak zwykle, na czele; za nim myśliwi, potem rafterzy, prowadząc między sobą jeńców;