Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Byłem z nim w Dolinie Jeleni; ścigały nas dwie gromady Utahów-Elków, lecz umknęliśmy im, ponieważ odkryliśmy ścieżkę, po której przed nami pewnie nikt nie szedł.
— Dobrze, Jedźmy więc tą drogą. A zakładników wypuścimy nie pierwej, aż zostawimy poza sobą tę niebezpieczną dolinę. —
Ponieważ kwadrans już ubiegł, Old Shatterhand zapytał Ogniste Serce:
— Czas oznaczony już minął. Co wódz Utahów postanowił?
— Zanim odpowiem, — odparł zapytany, — muszę przedtem wiedzieć dokładnie, jak daleko zamierzacie wlec zakładników.
— Mają nam towarzyszyć do doliny Jeleni. Jeśli do tego miejsca nic się nam nie stanie, to uznamy, że dotrzymaliście słowa i uwolnimy was.
— Czy stwierdzicie to fajką pokoju?
— Dobrze; będziesz mówił i palił w imieniu reszty.
— Weź więc twój kalumet i zapal go!
— Nie, ty weźmiesz swój.
— Dlaczego? Czy twoja fajka nie jest równie dobra, jak moja? A może twoja wydaje tylko chmury nieprawdy?
— Mój kalumet mówi zawsze prawdę, fajka zaś Wielkiego Wilka nas okłamała. — Nie, będziemy palić tylko z twojego kalumetu. Jeśli tego nie chcesz, to nie masz wobec nas uczciwych zamiarów. Rozstrzygaj prędko!
— Rozwiąż mię, abym mógł zapalić fajkę.
— To zbyteczne. Jesteś zakładnikiem i musisz pozostać w więzach, aż do Doliny Jeleni, gdzie cię uwolnimy. Ja sam nałożę twój kalumet i potrzymam ci go