Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ganina ustała. Ci, którzy podjęli się śpiewu nad zmarłym, siedzieli przy trupie, inni zaś rozłożyli się na ziemi, aby pokrzepić się choćby jednogodzinnym spoczynkiem.
Tak dostali się poza straże, otaczające plac z jeńcami. Droll leżał za jednem drzewem, Frank za drugiem, tuż obok. Płomienie przygasły i rzucały skąpe światło; zaledwie można było rozpoznać jeńców. Droll poczołgał się kilka kroków na prawo, potem na lewo, ale nigdzie nie ujrzał strażników. Kiedy powrócił do Franka, szepnął:
— Chwila wydaje mi się stosowna. Czy widzisz Old Shatterhanda?
— Tak; leży przecież pierwszy stąd.
— Poczołgaj się ku niemu i połóż przy nim tak sztywno, jakbyś był skrępowany!
— A ty?
— Ja udam się do Old Firehanda i Winnetou, którzy leżą po drugiej stronie. —
Właśnie płomień przygasał. Jeden ze strażników podszedł do ogniska, aby nałożyć świeżego drzewa; zanim je ogień ogarnął, Droll i Frank skorzystail z ciemności, aby znaleźć się na swych miejscach.
Frank położył się obok Old Shatterhanda, wyciągnął nogi, jakby był skrępowany, podsunął myśliwemu sztuciec Henry’ego, a potem przycisnął ręce, aby strażnicy myśleli, że ma przywiązane do ciała.
— Franku, to ty? — szepnął Shatterhand. — Gdzie Droll?
— Leży po drugiej stronie przy Old Firehandzie i Winnetou.
— Dzięki Bogu, że znaleźliście nasze ślady!